Bogna Lewtak - Baczyńska
Artysta malarz, reżyser, kompozytor, autor, wykonawca.

Strona główna
 Dossier«
 Otrzymane
nagrody
 
 Wystawy
zbiorowe
 
 Wystawy
indywidualne
 
 Nagrania
muzyczne
 
 Książki
autorstwa
Bogny L-B
 
 Galeria i Teatr
Well Art
i osoby z nim
związane.
 
Malarstwo
 Obrazy,
grafika
i rysunek
«
 Grafiki
część 2.
«
 Prace
malarskie
z dzieciństwa.
«
Muzyka
 Wybrane
utwory
w mp3
«
 Repertuar
B.L-B
«
Reżyseria
 Sztuki
i wieczory,
staże
reżyserskie
«
 Film
Bogny L-B
«
Poezja BLB
 Wybrane
wiersze
Tom I
«
 Wybrane
wiersze
Tom II
«
 Wiersze
wieczorne
i dla dzieci.
«
Teksty pieśni
autorstwa BL-B
 Pożegnanie
Ojczyzny
K.Ogińskiego
«
 O Polskich
Ofiarach
Ludobójstwa
na Kresach
«
 'Je suis malade'
S.Lama
sł.pl. BL-B
«
 'La foule'
- 'Tłum'
z rep. E.Piaf
sł. pl. BL-B
«
 A.Chaczaturian
- muzyka
sł.pol. B.L-B
'Smutku myśli'
«
Prace teoretyczne
 Rozważania
o malarstwie.
«
Projekty
 Scenografia,
aranżacje,
ilustracje,
architektura
«
Aktualnie
 Aktualnie
i troszkę
dawniej.
«
Występy
 Dzieciństwo,
studia
i dzień
dzisiejszy.
«
 Zapowiedzi
Koncertów
i Recitali
«
Artyści z mojej
rodziny
 Balet i
Choreografia
Dagny
Baczyńskiej
-Kissas
«
 Polskie Kresy
i krajobraz
w fotografii kpt
W. Żarskiego
(Międzywojnie)
«
Dzieje mojej rodziny
 Krzysztof Kamil
Baczyński.
«
 Reduta Ordona
A. Mickiewicza
i J. B. Zaleski
«
 F. Chopin
i W.K. Stattler
«
 Blisko
Józefa
Piłsudskiego.
«
 Auschwitz
-Birkenau,
Mauthausen
-Gusen
«
 Katyń«
 Powstanie
Warszawskie
-wspomnienia
Teresy Szuch
Lewtak
-Stattler
'Mirka', 'Miła'
«
 Teresa
Lewtak-Stattler
z d. Szuch
odeszła
na wieczną
wartę.
«
 Obrona
Powietrzna
Anglii
«
 Ratowanie Żydów przez członków rodziny B.L-B - Komitet Dla Upamiętnienia Polaków Ratujących Żydów«
 List Ojca Św.
Jana Pawła II
do B. Lewtak
-Baczyńskiej
i pamiątki
z okresu Jego
Pontyfikatu
«
Powstanie Warszawskie
 Inicjatywa
utworzenia
Święta
Narodowego
1 Sierpnia.
«
IPN dokumenty
 Status
pokrzywdzonej
B. Lewtak
Baczyńskiej.
 
 Status
pokrzywdzonego
Janusza
Baczyńskiego.
 
 Odmowa
współpracy
Janusza
Baczyńskiego.
 
 Zaświadczenie
z IPN dla
Tadeusza
Baczyńskiego.
 
200-lecie urodzin
Fryderyka Chopina
 200-lecie
urodzin
Fryderyka
Chopina.
G.Ohlsson
- archiwalia
«
 200-lecie
urodzin
Fryderyka
Chopina.
koncerty
i video
«
 XVI M. Konkurs
Pianistyczny
im. F.Chopina
eliminacje - video
«
Paryż
 BL-B w życiu
artystycznym
Paryża.
«
Komunikaty i zawiadomienia
 Transporty
Polaków do
KL Auschwitz
prezentacja
publikacji
«
 Galeria 022
ZPAP
Wystawa
Bogny L-B
REQUIEM
«
 X Salon
Książki
Polonijnej.
 ZAiKS i ja.«
 Sprostowanie
nie zamieszczone
w Wikipedii
dotyczące
J.Cyrankiewicza
«
 Kupieckie
Domy
Towarowe
«
Galeria
 Archiwum
zdjęć
rodzinnych.
«
Inicjatywy urbanistyczne
 Inicjatywy
urbanistyczne
(od 1990 r.)
dla m.st.
Warszawy,
inicjatywy
plastyczne,
muzyczne i in.
Bogny Lewtak
-Baczyńskiej
«
 Plan
przestrzennego
zagospodarowania
dotyczący
Żoliborza
Oficerskiego
i Cytadeli
«
 Szkic
dotyczący
Żoliborza
Oficerskiego
i Cytadeli
«
 Szansa
dla Żoliborza
bez szansy dla
mieszkańców.
«
 Konsultacje
społeczne
Żoliborzan
dn.26.03.2009r.
zorganizowane
w Urzędzie
Gminy przez
Zarząd
Stowarzyszenia
Żoliborzan
«
Linki
 Poseł na Sejm RP dr Artur Górski z PiS. 
 Prof.zw.dr.hab.
Jerzy J.Korczak
 
 CD i MC
z recitali
i spektakli
Galerii i Teatru
Bogny Lewtak
-Baczyńskiej
 
 Wydawnictwo BL-B 
 Genealogia rodziny Baczyńskich. 
Kontakt
 Dane
teleadresowe.
«



TRANSPORTY POLAKÓW DO KL AUSCHWITZ
PREZENTACJA PUBLIKACJI NA ZAMKU LUBELSKIM.

W dniu 28.10.2009 r. na Zamku Lubelskim w Lublinie w Galerii Malarstwa Polskiego odbyła się uroczystość organizowana przez Państwowe Muzeum Auschwitz Birkenau pod honorowym patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Była to połączona z prelekcją i koncertem prezentacja publikacji:

"Księga Pamięci. Transporty Polaków do KL Auschwitz z Lublina i innych miejscowości Lubelszczyzny 1940-1944".

Uroczystość ta była wspaniale zorganizowana i miała miejsce w jednej z sal muzealnych pod imponującym dziełem malarskim Jana Matejki oraz była połączona z pięknym koncertem i z niezwykle interesującymi prelekcjami dyrektorów Muzeum Auschwitz Birkenau, Muzeum na Zamku Lubelskim oraz badaczy z Muzeum na Majdanku i z Muzeum Auschwitz Birkenau w Oświęcimiu.
Opublikowana Księga jest wielkim osiągnięciem i ogromną pracą badaczy Muzeum Auschwitz Birkenau. Bogna Lewtak-Baczyńska, której cztery osoby z najbliższej rodziny (a oprócz tego dalsza rodzina) były polskimi więźniami Auschwitz - w tym więźniami doświadczalnymi, a jedna została tam zamordowana - była zaproszona na powyższą uroczystość.

Podczas prezentacji Księgi zwrócono się do rodzin więźniów o nadsyłanie uwag do publikacji i o pomoc w korekcie występujących w niej błędów. Spowodowało to, że Bogna Lewtak-Baczyńska po wstępnym zapoznaniu się z wielką znaczącą publikacją Muzeum Auschwitz Birkenau przygotowała materiał odnoszący się do błędów w Księdze, a nawet do pewnych wniosków prelegentów, w jej odczuciu - przedwczesnych, a jednocześnie zapoznała się z niektórymi polemikami badaczy Muzeum w Auschwitz w Oświęcimiu, w których również znalazły się kwestie budzące wiele wątpliwości, a nawet zastrzeżeń.
Na skutek powyższej pracy Bogna Lewtak-Baczyńska przygotowała materiał przesłany następnie do badaczy i do Dyrekcji Muzeum Auschwitz Birkenau w Oświęcimiu, który poniżej publikujemy, a nawet gorąco polecamy się z nim Państwu zapoznać, gdyż daje on obraz jakie fakty, jakie postawy i metody postępowania historyków, badaczy, a także mediów i polityków mają wpływ na tworzenie niepełnej i uszczuplonej prawdy historycznej, błędnych wiadomości, pomijanie faktów, pomijanie bohaterów i świadków wydarzeń historycznych, istnień, zdarzeń i zbrodni, przemilczanie osób i zjawisk w odtwarzaniu dziejów historycznych.
Z materiału zostało, jeszcze na etapie pracy przygotowawczej, wyrzuconych przez jego autorkę wiele innych faktów przedstawiających sytuacje, w których dochodzi do manipulacji zdarzeniami i historią, po to aby zbyt długim tekstem nie przeciążyć uwagi czytelnika. Być może usunięta przez autorkę część poniższego tekstu, dotycząca czasów współczesnych, zostanie opublikowana w jej kolejnym materiale.
Załączamy również zaproszenie na uroczystość przesłane Bognie Lewtak-Baczyńskiej przez Muzeum Auschwitz.










DO DYREKCJI I BADACZY PAŃSTWOWEGO MUZEUM AUSCHWITZ BIRKENAU W OŚWIĘCIMIU

PAŃSTWOWE MUZEUM AUSCHWITZ BIRKENAU
32-603 OŚWIĘCIM
UL.WIĘŹNIÓW OŚWIĘCIMIA 20


(prywatny list wysłany pocztą przez Bognę Lewtak-Baczyńska do dyrekcji Muzeum Auschwitz Birkenau i emailem
do jednego z badaczy Muzeum Auschwitz Birkenau - w listopadzie 2009 r.)



Wyjaśnienie odnośnie przesłanego do Muzeum listu :


Na życzenie Rodziny Pana Sławomira Litwińskiego (przekazane nam emailem w dniu 09.12.2009 r.) nanosimy niniejszym sprostowanie dotyczące faktu (jak wnosimy z informacji zamieszczonej przez autorów skierowanego do nas emaila), złego zrozumienia przez nas, podczas wielogodzinnego spotkania u nas ze ś.p. Panem Sławomirem Litwińskim (z serii kilku) - wypowiedzi ś.p. Pana Sławomira Litwińskiego na temat Jego działalności dotyczącej badania zbrodni hitlerowskich w Polsce - nie mieliśmy możliwości zapoznać się z życiorysem ś.p. Pana Sławomira Litwińskiego w formie pisanej a tylko usiłowaliśmy zapamiętać to co nam o swoim życiu i działaniach przekazywał w spotkaniach osobistych, o które nas prosił.
Według przekazanej nam informacji przez Rodzinę ś.p. Pana Sławomira Litwińskiego - Pan Sławomir Litwiński nie wspierał swoimi badaniami prac związanych z Procesem Norymberskim. Według biografii oficjalnie odczytanej publiczności na Zamku Lubelskim w listopadzie 2009 r. Pan Sławomir Litwiński pracował w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie.
Za powyższą pomyłkę, choć została ona umieszczona w naszym prywatnym liście do dyrekcji Muzeum Auschwitz-Birkenau (przedrukowanym następnie na naszej stronie internetowej) przepraszamy Rodzinę ś.p. Pana Sławomira Litwińskiego, wieloletniego, od czasów przedwojennych, Przyjaciela naszej rodziny.



Spotkania z Panem Sławomirem Litwińskim miały miejsce u nas ok. 2/3 lata temu.
Pan Sławomir Litwiński opowiadał nam wtedy, że w przeszłości zbierał materiały do ekspertyz i do podparcia zeznań świadków obciążających lub oczyszczających z zarzutów hitlerowską obsługę obozów koncentracyjnych, w tym - jak zrozumieliśmy - obozu Auschwitz i jak zrozumieliśmy, jak się okazuje mylnie, do Procesu Norymberskiego.
Pan Sławomir Litwiński wymieniał liczne przykłady esesmanów i wyniki jego badań.
Zrozumieliśmy, że działo się to wtedy kiedy był młodym człowiekiem, początkującym prawnikiem lub studentem.
Do tej pory byliśmy pewni, że Pan Sławomir Litwiński mówił nam o obsłudze przez młodych prawników procesów dotyczących zbrodniarzy wojennych w tym Norymberskiego, gdyż był w tym procesie świadek ze strony polskiej (była nim Seweryna Szmaglewska, którą chroniła i opiekowała się w obozie ciotka Bogny Lewtak-Baczyńskiej - Janina z d. Lewtak I voto - Gembal (Gębal, Gębala, Gembala) II voto - Korczyńska , współpracująca ze spiskowcami rtm Pileckiego, zmarła w niejasnych okolicznościach w okresie procesu Pileckiego w 1948 r.).
Pan Sławomir Litwiński argumentami tymi usiłował nas przekonać do sensu, sedna i istoty swojej pracy.
Widocznie w tych spotkaniach było tyle tematów poruszanych przez Pana Sławomira Litwińskiego w kwestii badania zbrodni hitleryzmu, że być może zasłużony autor mógł zrobić skrót myślowy, który spowodował, że zrozumieliśmy, że Sławomir Litwiński podpierał swymi pomocniczymi badaniami świadka/świadków polskich w procesach norymberskich.



Natomiast pragniemy podkreślić, że wiedza Pana Sławomira Litwińskiego w kwestii dotyczącej martyrologii polskiej, w tym - w obozach zagłady, pomimo powyższego nie chcianego błędu z naszej strony - wydaje się - jest znacząca gdyż, mimo że podobno Pan Sławomir Litwiński nie brał udziału pomocniczego w pracach Procesu Norymberskiego - pracował jednak - jak nam w Jego biografii publicznie przekazanej widowni podczas uroczystości 17 listopada bieżącego roku na Zamku Lubelskim podano - w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie oraz brał udział w procesie w Dusseldorfie, w którym sądzeni byli członkowie załogi obozowej Majdanka, którzy zamordowali około 100.000 więźniów.



W czasie uroczystości na Zamku Lubelskim z okazji VII Edycji Konkursu Recytatorsko-Krasomówczego - "W kręgu poezji Grażyny Chrostowskiej lubelskiej przedstawicielki pokolenia Kolumbów" - w dniu 17.11.2009 r. we wspomnieniu o zmarłych roku 2009 podano publicznie nam widowni m.in. następujące informacje biograficzne o Panu Sławomirze Litwińskim, cytuję :



"... Od 1965 r. pracował w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie. Brał udział w procesie w Dusseldorfie, w którym sądzeni byli członkowie załogi obozowej Majdanka, którzy zamordowali około 100.000 więźniów. Od 1980 r. Pan Sławomir Litwiński pełnił funkcję Przewodniczącego Środowiskowego Koła Byłych Więźniów Politycznych Zamku Lubelskiego, gromadził dokumenty, wyróżnił się szczególnie jako organizator (...) wystaw patriotycznych, (...), mówił o Polsce ciekawie, z miłością. Był współscenarzystą stałej ekspozycji p.t. "Martyrologia młodzieży Lublina i harcerstwa Lubelszczyzny 1939-1945", przekazał na nią swoje zbiory, dzieląc się wiedzą i doświadczeniem.
Pan Sławomir wspierał i merytorycznie współpracował z Muzeum Martyrologii "Pod Zegarem". Nie mogło być inaczej bo chociaż na stałe mieszkał w Warszawie, sercem na zawsze związał się z Lublinem. Zredagował dwa tomy "Lubelskiej Księgi Oświęcimskiej" "



W obydwu tomach "Lubelskiej Księgi Oświęcimskiej" (których wydanie wpłatą m.in. również podsponsorowali Bogna Lewtak-Baczyńska i Janusz Baczyński) - Pan Sławomir Litwiński umieścił rozdziały poświęcone rodzinie Janusza Baczyńskiego i Bogny Lewtak-Baczyńskiej.
Stąd Bogna Lewtak-Baczyńska po kilkukrotnych spotkaniach, na prośbę Autora "Lubelskiej Księgi Oświęcimskiej" i rozmowach z Autorem "Lubelskiej Księgi Oświęcimskiej" pozwoliła sobie zacytować Autora, z którym rozmowy miały m.in. również wpływ na jej opinie w kwestiach poruszanych w jej liście do dyrekcji Muzeum Auschwitz Birkenau.






List do Dyrekcji Muzeum Auschwitz-Birkenau :


Wielką zasługą i obrazem ogromnej, niezwykle cennej pracy badawczej jest wydanie przez Muzeum w Auschwitz publikacji trzytomowej o transportach z rejonu lubelskiego do obozu zagłady w Auschwitz.
Uroczystość z tej okazji organizowana przez Muzeum w Auschwitz na Zamku Lubelskim w dniu 28.10.2009 r. była wspaniała. Z wielką satysfakcją znalazłam w Księdze Pamięci materiały i dane dotyczące trojga najbliższych krewnych wywiezionych do obozu zagłady w Auschwitz z więzienia na Zamku Lubelskim - z rejonu Lubelszczyzny - mojego ojca Henryka Lewtaka, jego siostry Janiny Gembal z d. Lewtak i jej męża - Eugeniusza Gembala.
Jestem ogromnie wdzięczna, że w opracowaniu znalazły się informacje o moim ojcu Henryku Lewtaku, jego siostrze Janinie Gembal z d. Lewtak i jej mężu Eugeniuszu Gembalu, który zginął w Auschwitz, a także, że wspomniano o martyrologii rodziny Lewtaków - rodzicach więźniów Auschwitz - Helenie i Janie Lewtak zakatowanych na śmierć przez żandarmerię niemiecką oraz o ich najmłodszym synu - Józefie Lewtaku, który zginął spiesząc ze swym oddziałem BCH na pomoc Polakom na Wołyniu mordowanym przez OUN-UPA - nacjonalistów ukraińskich wspierających formacje Hitlera (tej informacji zabrakło w Księdze).
Do informacji o mojej rodzinie, za które jestem niezmiernie wdzięczna, wkradło się kilka nieścisłości, które wymieniam poniżej w tekście.

Jednocześnie pozwolę sobie podzielić się pewnymi spostrzeżeniami, które być może przyszłym badaczom pozwolą uniknąć pewnych pochopnych, jak mi się wydaje, wniosków historycznych.

Pragnę zaprzeczyć informacji przekazanej przez prelegentów - badaczy z Muzeum w Auschwitz - w trakcie konferencji na Zamku Lubelskim w dniu 28.10.2009 r., że do obozu w Auschwitz nie trafiała elita polska a Polacy różnych przypadkowych zawodów. Jest to, moim zdaniem, mylna diagnoza, powstała na bazie mylnej interpretacji dokumentów niemieckich, w których aresztowani Polacy świadomie podawali nieprawdę. Aresztowani ludzie nie podawali prawdy o swoim zawodzie ani wykształceniu gdyż prawda ta zagrażałyby jeszcze bardziej ich życiu, życiu ich bliskich oraz życiu członków organizacji , do których należeli.
Na przykładzie czterech aresztowanych osób z mojej najbliższej rodziny, które trafiły do obozu zagłady w Auschwitz, nie mówiąc już o naszych dalszych kuzynach i przyjaciołach wywiezionych do Auschwitz i innych obozów śmierci, można stwierdzić, że żaden z wpisanych przez Niemców w rubrykę zawód ani zawód podany przez badaczy Muzeum Auschwitz w opracowaniach wydanych przez Muzeum - nie zgadzał się ze stanem faktycznym więźniów Auschwitz z mojej rodziny. Np. dyplomowany inżynier - mój wuj - Eugeniusz Gembal (podawany w indeksie w trzech wersjach nazwiska jako kilka różnych osób) miał w opracowaniach Muzeum - zawód technika. Przesłaliśmy wraz z innymi dokumentami kilka lat temu do Muzeum zaświadczenie o ukończeniu przez Eugeniusza Gembala, na trzy lata przed wojną, wyższych studiów. Eugeniusz Gembal był dyplomowanym inżynierem leśnikiem po wyższych studiach w Warszawie, a nie technikiem.
Mój ojciec Henryk Lewtak - wybitny uczeń i student - miał w opracowaniach Muzeum w Księdze Pamięci zawód pracownika mleczarni - nie wiem skąd Muzeum zdobyło takie błędne dane. Ojciec mój nie mógł być pracownikiem mleczarni ani przed wojną ani po wojnie bo był wyróżniającym się uczniem Liceum Czartoryskich w Puławach (matura 1939 r.) i od razu ojciec zdał egzamin konkursowy i dostał się tuż przed wybuchem wojny na Politechnikę Śląską. Ojciec mój Henryk Lewtak nie mógł być również pracownikiem mleczarni w czasie wojny gdyż z powodu przynależności do oddziału partyzanckiego ZWZ AK - przebywał w lesie, ukrywał się i nie pokazywał się w Pożogu jak tylko bardzo rzadko - i to tylko nocą - aby odwiedzić rodziców. Ojciec mój został aresztowany ok. 02.09.1942 r. właśnie nocą, kiedy denuncjator doniósł na gestapo, że partyzant Henryk Lewtak przyszedł ukradkiem odwiedzić swoich rodziców w Pożogu. Dane powyższe były przekazywane przeze mnie do Muzeum w Oświęcimiu, nie wiem więc skąd wdarły się do Księgi Pamięci mylne informacje, których Muzeum nie przekazywałam. Ponadto ojciec w swojej biografii podaje trochę inny numer obozowy - 99833 niż w Księdze Pamięci - 99832 i że był w Auschwitz od 01.03.1943 r., podczas kiedy w Księdze jest podane, że Henryk Lewtak przyjechał do obozu transportem z 03 lutego 1943 r..

Matka Henryka Lewtaka - moja babcia Helena z domu Pajurek, podczas aresztowania nocą mojego ojca w Pożogu, ukryła broń ojca na własnym ciele pod swetrem, aby ojca mojego uchronić przed wyrokiem śmierci. Ojciec usiłował uciekać przez okno, ale został złapany. Potem przykuto go podobno na wiele godzin do instalacji w mleczarni w Pożogu wraz z drugim więźniem. Mój stryj Józef Lewtak ps. "Śmigły" z BCH miał zamiar wraz ze swoim oddziałem odbić brata ale z powodu błagań ludności miejscowej, że hitlerowscy na niej się zemszczą - porzucił swój zamiar. Nie jest więc prawdopodobne aby ojciec mój, jak podaje, nie wiem z jakiego źródła, Muzeum w Oświęcimiu - mógł się zajmować kolportażem prasy jak i pracą w mleczarni skoro przebywał cały czas z oddziałem konnym i z bronią w lesie jako partyzant.
Nie wiem więc, skąd wzięto informację o typie zadań wykonywanych w partyzantce przez mojego ojca - Henryka Lewtaka. Jeżeli pochodzą one ze strony nie znanego mi, mojemu ojcu ani mojej rodzinie, nie spokrewnionego z nami - zbieżność nazwisk - A... Lewtaka, który w ostatnich czasach podobno pisze opracowania o historii regionu i oddziałów tam walczących, a o którym słyszałam kilka lat temu od przyjaciół mojego nie żyjącego stryja, walczących w tychże oddziałach i kwestionujących nie zgodne z faktami relacje powyższego autora - to w przypadku mojej rodziny - nie są one wiarygodne, nie widziałam ich nigdy i nie autoryzowałam. Autor ten nie znał mojej rodziny ani faktów dotyczących jej życia.
Z kolei mój dziadek - Aleksander Szuch - ułan, kawaler Virtuti Militari za r.1920, dwójkarz, był prezesem - przedsiębiorcą a nie robotnikiem jak podał to na gestapo w czasie przesłuchań. Choć jego postać dotyczy transportów warszawskich niemniej wspominam go jako przykład podawania przez więźniów oprawcom hitlerowskim zmienionych danych świadczących o ich innym statusie społecznym niż w rzeczywistości.
W rubrykach niemieckich załączonych i cytowanych przez Muzeum w wydaniu książkowym o transportach więźniów z Warszawy dziadek, o ile pamiętam, miał zawód- robotnika. Osoby aresztowane nie podawały bowiem, jak pisałam powyżej, aby ratować życie swoje i innych osób z organizacji - prawdziwych uprawianych przez siebie zawodów i funkcji. Ponadto wiele osób zostało aresztowanych i przewiezionych do Auschwitz pod nieprawdziwymi konspiracyjnymi nazwiskami. Znam takie przypadki, znałam osobiście taką więźniarkę. Było takich osób więcej, być może wiele. Podszywano się też pod numery więźniów już nie żyjących.
Do wielu opracowań i książek dotyczących polskich więźniów Auschwitz w Oświęcimiu - weszły niejednokrotnie przekłamania, wiele nieścisłości, w tym także trochę do obecnie wydanej wspaniałej pracy Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu - Księgi Pamięci.
Być może dlatego, że moje pierwsze przesłane Muzeum materiały o moich członkach rodziny zaginęły w Muzeum, dostarczałam je , z tego co pamiętam, Państwu - dwukrotnie - nie umieszczono w Księdze Pamięci kilku istotnych podanych przeze mnie Muzeum faktów, choć jak podkreślam wykonano ogromną i niezwykle cenną pracę badawczą, za którą jestem niezmiernie Państwu wdzięczna. Np. nie ma podanych przeze mnie do Muzeum faktów, że mój ojciec Henryk Lewtak - był więźniem Zamku Lubelskiego - (i to aż pół roku), że ojciec był tak katowany w czasie przesłuchań, że miał przez 30 lat nie gojące się rany, że podjął próbę ucieczki z Zamku Lubelskiego - nie taki częsty fakt na Zamku Lubelskim - i że został złapany. Fakty te były zgłaszane przeze mnie do Muzeum. Janina Gembal (Gębal, Gębala/Gembala) z domu Lewtak i Eugeniusz Gembal zostali aresztowani za to, że usiłowali wykupić z więzienia na Zamku Lubelskim mojego ojca - Henryka Lewtaka, nie zostało to precyzyjnie w Księdze podane, być moze z powodu mojego niedoprecyzowania. Obydwoje - Janina i Eugeniusz Gembal byli uczestnikami konspiracji. Ponadto dzięki przekazanemu mi przez Państwa Muzeum dokumentowi odnalazłam potwierdzenie przekazywanych mi przez mojego ojca i mamę informacji, że Janina Gembal z domu Lewtak prowadziła działalność w obozie wraz z Marią Maniakówną działającą przy rotmistrzu Pileckim, która była prześladowana po wojnie. Z tego wniosek, że Janina Gembal z d. Lewtak również jak i Maria Maniakówna wspomagała i współpracowała z ruchem oporu rtm Pileckiego. Janina Lewtak Gembal Korczyńska umarła w niejasnych okolicznościach w dniu 21.03.1948 r. w czasie uwięzienia i procesu rtm Pileckiego. Była w tym okresie studentką Uniwersytetu Łódzkiego, przedwojenną słuchaczką Wszechnicy Polskiej w Warszawie, instruktorką wiejską, absolwentką Liceum Czartoryskich w Puławach - a więc należała do elity wiejskich działaczy ludowych, co też potwierdza moją opinię o mordowaniu przez Niemców - elity polskiej. Z informacji przekazanych Państwu, z których Państwo nie skorzystali i które zdecydowanie obecnie potwierdzam - Janina Gembal z d. Lewtak opiekowała się i chroniła w obozie w Auschwitz pisarkę Sewerynę Szmaglewską, oraz opiekowała się ułomnymi i chorymi w tym ułomną córką aptekarzy z Olkusza. Pani Jadwiga Dąbrowska, której bardzo jestem wdzięczna za przyjazd do Warszawy i rozmowę, oraz za umieszczenie informacji o moich bliskich w Księdze Pamięci jak i za odnalezienie i rozpoznanie zdjęcia i numeru oświęcimskiego mojej ciotki Janiny Gembal z d. Lewtak, co dzięki Pani Jadwidze Dąbrowskiej wreszcie nastąpiło po ponad 62 latach od zakończenia wojny - nie mogła uwierzyć, że moja ciotka Janina Gembal z d. Lewtak mogła chronić w obozie Sewerynę Szmaglewską, która wtedy była jeszcze nieznana i wg słów Pani Jadwigi Dąbrowskiej - bardzo młoda. Otóż znalazłam zbieżność biografii Janiny Gembal z d. Lewtak i Seweryny Szmaglewskiej co tłumaczy fakt opieki mojej ciotki nad Seweryną Szmaglewską. Okazuje się, że pisarka w obozie Auschwitz miała ok.26 lat, a moja ciotka - 29. W biografii Seweryny Szmaglewskiej znajduję absolutnie potwierdzenie słów mojej rodziny, że Janina Gembal z d. Lewtak znała i opiekowała się w obozie zagłady Seweryną Szmaglewską. Okazuje się, że Seweryna Szmaglewską ur. 11 lutego 1916 r. była zaledwie 3 lata młodsza od Janiny Lewtak Gembal, która urodziła się tego samego dnia 11 lutego ale w 1913 r.. Obydwie więźniarki przed wojną chodziły na studia do tej samej Wszechnicy Polskiej, na ten sam wydział, a po wojnie - obydwie studiowały w Łodzi, bodajże na tych samych kierunkach. Janina Gembal z d. Lewtak miała żal, że Seweryna Szmaglewska jeszcze za mało pisze prawdy o obozie zagłady. Pani Janina Dąbrowska uważała, że to niemożliwe, że zapewne pomyliłam nazwiska pisarek bo Seweryna Szmaglewska tak drastycznie opisywała obóz, że niemożliwe aby ktoś do niej miał w tej kwestii zastrzeżenia. Po wizycie Pani Jadwigi Dąbrowskiej u mnie w Warszawie ok. 2 lata temu - ponownie rozmawiałam z moją mamą o Janinie Gembal z d. Lewtak. Mama moja - Teresa Lewtak-Stattler z d. Szuch zapewniła mnie, że pisarką, którą się opiekowała w obozie zagłady w Auschwitz i którą - chroniła Janina Gembal z d. Lewtak - szwagierka mojej mamy - była Seweryna Szmaglewska. Myślę, że jestem bliska wyjaśnienia powodów opieki jak i ewentualnego rozgoryczenia Janiny Gembal z d. Lewtak w stosunku do Seweryny Szmaglewskiej. W styczniu 1943 r. w Auschwitz nastąpiły rozstrzelania mężczyzn podejrzanych o współpracę z ruchem oporu rtm Pileckiego. Został wtedy również zabity mąż Janiny Gembal z d. Lewtak - Eugeniusz Gembal. Wielu więźniów uważało, że denuncjatorem był m.in. J.Cyrankiewicz. Przypuszczam, że bliskie kontakty w jakich były Janina Gembal z d. Lewtak i Seweryna Szmaglewska przed wojną, w obozie i po wojnie, powodowały, że ta ostatnia na pewno orientowała się w istnieniu ruchu oporu na terenie obozu i jego komplikacjach jak i w represjach w obozie wobec uczestników ruchu i w represjach powojennych wobec jego przywódców. Z tego, co wiem i z dokumentów jakie mi były udostępnione w archiwach - wynikało, że osoby, z którymi działała w obozie Janina Gembal takie jak Maria Maniakówna - były po wojnie inwigilowane i prześladowane. Był to również przypadek Janiny Gembal (od 18 listopada 1947 r.- Korczyńskiej), która była za PSL Mikołajczykowskim i za tradycyjnym ruchem ludowym "Wici". Ponadto aresztowany został organizator ruchu oporu na terenie obozu rtm Witold Pilecki. Jak wiadomo pierwszą swoją książkę Seweryna Szmaglewska wydała w 1945 r. - "Dymy nad Birkenau". Jest wiadome i można domniemywać, jakie tematy omijała w swej książce, jak i w późniejszych, Seweryna Szmaglewska robiąca potem zasłużoną jak najbardziej karierę pisarską w PRL. Być może tuż po wojnie Seweryna Szmaglewska miała utrudnienia od władz, nie znalazłam tego jak na razie żadnych śladów, lecz , jak widać, nie były one, wydaje się, groźne. Podobno jako jedyna Polka Seweryna Szmaglewska zeznawała w procesie norymberskim. Prowadząc swoje poszukiwania i badania - nie natrafiłam na dokumenty, prócz zapisu gestapo, aby pisarka Seweryna Szmaglewska była inwigilowana. Pani Jadwiga Dąbrowska - pracownik i zasłużony badacz Muzeum w Oświęcimiu dziwiła się dlaczego moja ciotka Janina Gembal z d. Lewtak miałaby chronić w obozie zagłady w Auschwitz Sewerynę Szmaglewską, o czym informację przekazali mi mój ojciec i moja matka. Bo przeczytaniu biografii Seweryny Szmaglewskiej uważam, że moi rodzice przekazali mi absolutnie prawdziwą informację, niepotrzebnie zakwestionowaną w rozmowie ze mną przez Panią Jadwigę Dąbrowską i nie zanotowaną w Księdze Pamięci i w muzealnej dokumentacji Państwa Muzeum. Z biografii Seweryny Szmaglewskiej i Janiny Gembal z d. Lewtak można się domyślić, że obydwie panie się od dawna znały, że się przyjaźniły, że Janina znała ze studiów talent Seweryny, po którym się dużo spodziewała, że kiedy Janina czuła się silniejszą w obozie w Auschwitz to chroniła wszystkie słabsze więźniarki w tym Sewerynę, o której zapewne uważała, że jest perłą zapowiadającego się talentu pisarskiego. Janina Gembal z d. Lewtak chroniła Sewerynę Szmaglewską tak jak robił to mój dziadek Aleksander Szuch wobec innych więźniów Auschwitz, bo niejednemu uratował życie w obozie. Nasi rodacy w tym okresie byli tak wychowani, że uważali za swoją powinność ratowanie przedstawicieli elity polskiej i twórców, ratowali również z narażeniem życia Żydów. Mój dziadek ułan, kawaler Virtuti Militari za rok 1920 poszedł wykonać w I-szej wojnie światowej niebezpieczne zadanie zwiadowcze za kolegę pianistę - Frankowskiego uważając, że kolega jest potrzebny przyszłej Polsce. Dziadek uratował też z narażeniem życia kilka rodzin żydowskich. Powstańcy warszawscy 22-letni Leszek Gajewski ps. "Grom" (narzeczony mojej matki, zginął ostatniego dnia Powstania Warszawskiego) i jego brat 18-letni Zdzisław Gajewski ps. "Wiśnia" (zginął w Powstaniu Warszawskim) organizowali żywność dla Marii Dąbrowskiej i o ile dobrze pamiętam dla Zofii Nałkowskiej i innych pisarek przebywających w czasie wojny w Warszawie aby chronić polską elitę przed zagładą. Janina Gembal z d. Lewtak chroniła w obozie zagłady w Auschwitz przyszłą sławę pisarską - Sewerynę Szmaglewską, bo uważała, że jest to jej powinność i że ta ostatnia jeśli przeżyje, to napisze pełną prawdę o obozie, również o jego pewnych aspektach politycznych powojennych, co ze względów politycznych dla pisarzy PRL okazało się niemożliwe, chyba żeby wyemigrowali. Żałuję, że Pani Jadwiga Dąbrowska nie dała wiary moim słowom o opiece mojej ciotki nad Seweryną Szmaglewską w Auschwitz, czego znalazłam w chwili obecnej potwierdzenie, gdyż informacja ta mogłaby, a może powinna się znaleźć w Księdze Pamięci. Rozgoryczenie Janiny Gembal z d. Lewtak wobec Seweryny Szmaglewskiej potwierdziło się w losach obydwu kobiet. Janina Gembal z d. Lewtak umarła w wieku 35 lat w nie wyjaśnionych okolicznościach, po kąpieli w wannie, lekarz odmówił do niej przyjazdu, w czasie aresztowania i procesu rtm Pileckiego w 1948 r.. Jej brat a mój ojciec Henryk Lewtak był szykanowany w PRL, z kraju wyemigrował ok. 1973 r., umarł na emigracji w 1984 r. również w nie wyjaśnionych okolicznościach. Seweryna Szmaglewska żyła dłużej, była uznaną i nagradzaną pisarką, z tego co mi wiadomo nie mieszała się w ostre spory polityczne z PRL. Zmarła 07 lipca 1992 r.. Gdyby nie szykany, które spotkały nas w latach 80-tych i mój wyjazd z kraju - może zdążyłabym ją odnaleźć i zebrać istotne dla mojej rodziny informacje. Nie znalazłam w opracowaniu Muzeum żadnej wzmianki na temat obozowej działalności Janiny Gembal z d. Lewtak, tak ważnej współpracy z Marią Maniakówną z obozowego ruchu oporu wspierającej ruch oporu rtm Pileckiego, ale nie wszystko jeszcze przeczytałam, przepraszam jeśli przeoczyłam taką wzmiankę.
Z kolei informacje dotyczące potwornego katowania, z połamaniem kości i doprowadzeniem do stanu agonalnego więźnia - Henryka Oblickiego, przekazywane wraz z autentycznymi grypsami do Muzeum Pod Zegarem przez jego narzeczoną a moją teściową Wiesławę Baczyńską z d. Żarską - matkę mojego męża Janusza Baczyńskiego - nie zostały dołączone do zamieszczonych w opracowaniach Muzeum Auschwitz - tekstów grypsów (jak i nie było informacji w jaki sposób trafiły owe grypsy do Muzeum na Majdanku - że przekazała je dr Wiesława Baczyńska z d. Żarska). Dr Wiesława Żarska Baczyńska - matka mojego męża Janusza Baczyńskiego, z lubelskiego AK ps. "Maleńka", narzeczona Henryka Oblickiego, której matka ps. "Matka" również była w AK , miała wraz ze swą matką Eugenią Żarską kontakt grypsowy z 17-letnim Henrykiem Oblickim poprzez przekupioną pielęgniarkę na Zamku Lubelskim. Ojciec Wiesławy Żarskiej Baczyńskiej kpt Wiesław Żarski z DOK II Lublin został skrytobójczo zastrzelony w Lublinie w drugim dniu wojny. Przyszły teść dr Wiesławy Żarskiej z męża Baczyńskiej - mjr Stanisław Baczyński był szefem personalnym DOK II w Lublinie i przyjacielem oraz współpracownikiem gen. M.Smorawińskiego. Gen. Smorawiński zginął podobno 07.04.1940 r. rozstrzelany w Charkowie, a w kilka dni po nim zginął w Charkowie, również z obozu w Starobielsku - brat mjr Stanisława Baczyńskiego - kpt Zdzisław Baczyński (16-letni obrońca Lwowa). Syn mjr Stanisława Baczyńskiego - Tadeusz Baczyński był partyzantem u "Zapory" Hieronima Dekutowskiego.
Przy opisie śmierci całej rodziny Lewtaków pominięto fakt, że Józef Lewtak zginął w 1943 r. nie z powodu zdobywania broni jak podane jest w Księdze Pamięci ale z powodu, że tą broń zdobywał idąc aby nieść pomoc Polakom na Wołyniu mordowanym przez ukraińskich nacjonalistów OUN-UPA wspierających Hitlera (tego w Księdze nie ma). Gdyby Józef Lewtak nie szedł z oddziałem na pomoc Polakom na Wołyniu nie musiałby zdobywać po drodze broni i nie zginąłby. Józef Lewtak dostał pośmiertne Virtuti Militari. Jestem niezmiernie wdzięczna badaczom z Muzeum w Auschwitz, że wspomnieli w "Księdze pamięci" wraz z kopią dokumentacji obozowej i zdjęciami całą moją rodzinę Lewtaków, że wspomnieli o zakatowaniu moich dziadków Lewtaków, o śmierci ich syna Józefa, o okolicznościach aresztowania Janiny i Eugeniusza Gembalów. W okolicznościach, jak pisałam powyżej, pojawiła się nieścisłość - powinno być podane, że Janina Gembal z d. Lewtak i Eugeniusz Gembal zostali aresztowani za sprawą denuncjacji lub prowokacji przy próbie wykupienia z więzienia na Zamku Lubelskim brata Janiny (mojego ojca) - Henryka Lewtaka.
Wkradły się też inne nieścisłości - brak informacji o uwięzieniu mojego ojca Henryka Lewtaka na Zamku Lubelskim i inne detale, które wymieniłam powyżej - ale ogromnie dziękuję Państwu i Pani Janinie Dąbrowskiej, Panu Dyrektorowi Muzeum, Panu Franciszkowi Piperowi i innym badaczom za powyższą publikację. Wielkie, wielkie dzięki.
Podawałam również w relacjach, co może nie zostało dokładnie sprecyzowane w publikacji, że moi dziadkowie Helena i Jan zostali zakatowani w dniu 04.01.1944 r. na śmierć łańcuchami, hakami i kolbami przez żandarmerię niemiecką za działalność patriotyczną ich i ich dzieci oraz za użyczanie domu szkole polskiej. Rodzice nie wiedzieli wówczas, że ich najmłodszy syn Józef nie żyje, nie chcieli wskazać hitlerowcom miejsca pobytu Józefa a tym samym oddziału partyzantów, z którym syn przebywał. W Księdze Pamięci podano informacje o torturowaniu i chwalebnej postawie ojca Wojciecha Siemiona, żałuję, że zabrakło w niej przekazywanych przeze mnie do Muzeum informacji o torturach i chwalebnej postawie innych więźniów - np. Henryka Lewtaka i Henryka Oblickiego. Pomylone są również niektóre numery więźniów, w każdym bądź razie są w nich rozbieżności - np. jak pisałam powyżej u Henryka Lewtaka i u Henryka Oblickiego. W opracowanej przez Muzeum Księdze Pamięci obdzielono jednym życiorysem Henryka Oblickiego - dwie osoby o bardzo podobnych numerach i o tych samych nazwiskach, więc chyba jest to błąd. Opis biograficzny dotyczy tej samej jednej osoby - Henryka Oblickiego 17-letniego żołnierza AK, poety, który pisał tragiczne, na ogół wierszowane grypsy z Zamku Lubelskiego do swojej narzeczonej a mojej obecnej teściowej dr Wiesławy Baczyńskiej z d. Żarskiej. Grypsy te zacytowali Państwo w Księdze Pamięci. Do jednego z nich, bardzo dramatycznego ułożyłam muzykę i wykonuję go na koncertach . Utwór ten wraz z moim zeszytem kompozytorskim będzie obecnie wystawiany na wystawie w Paryżu. Roboczą wersję tego kilkusetstronicowego zeszytu kompozytorskiego wraz z moimi ilustracjami i muzyką przekazałam po konferencji na Zamku lubelskim w dniu 28.10.2009 r. Panu Dyrektorowi Muzeum na Zamku Lubelskim - Panu Nasalskiemu. W Księdze Pamięci podano powód aresztowania Henryka Oblickiego, ale chyba niepełny - z tego co wiem od mojej teściowej dr Wiesławy Baczyńskiej z d. Żarskiej - został on podobno zadenuncjowany, wydany gestapo przez księdza Sekreckiego. Ponadto, podobno w styczniu 1943 r., jak pisałam powyżej, w Auschwitz mordowano potencjalnych członków spisku rtm Pileckiego, co podobno miało miejsce po denuncjacji, o którą z tego co słyszałam, podejrzewano m.in. J. Cyrankiewicza. Nie znalazłam o tym informacji w opracowaniach Muzeum. Podobno fakt śmierci i licznych egzekucji na mężczyznach w Auschwitz w styczniu 1943 r. łączy się właśnie z powyższą denuncjacją spiskowców rtm Pileckiego.
Wszystkie zgłaszane a pomijane lub przeoczone fakty czy też fakty nie zweryfikowane powodują zmianę obrazu historycznego danego opracowania. Księga Pamięci, mimo nieuchronnych, wydaje się, na tym etapie pracy, drobnych nieścisłości, jest publikacją - dziełem - imponującym, dowodem wielkiej pracy ze strony zespołu badaczy Muzeum w Auschwitz. Bardzo mylnie, jak pisałam powyżej, moim zdaniem, została zastosowana interpretacja dotycząca zawodów aresztowanych osób z błędnym wnioskiem, że ofiary Auschwitz ze strony polskiej były przypadkowe i nie należały do elity polskiej. Według znanych mi książek, faktów i świadectw było wręcz przeciwnie. Jak pisałam powyżej ludzie nie podawali hitlerowcom swoich prawdziwych zawodów.
Wiemy ponadto, że 5-ta kolumna niemiecka i radziecka, hitlerowcy jak i NKWD rosyjskie i ukraińskie - mieli jeszcze przed wybuchem II wojny światowej opracowane listy polskiej elity, inteligencji, wybitnych, zasłużonych osób, patriotów pod kątem eksterminacji naszego narodu a głównie jego elit. W czasie wojny w obozach zagłady hitlerowskich jak i w gułagach radzieckich, na zsyłkach i na listach - katyńskich, ukraińskich, białoruskich a potem stalinowskich wybijano świadomie cały polski element patriotyczny - a więc elitę - z wszystkich polskich środowisk, warstw społecznych i zawodów.

Spotkałam się z podawaniem obecnie przez badaczy Muzeum Auschwitz w Oświęcimiu - mocno zaniżonej - liczby ofiar obozu zagłady w Auschwitz. Zaniżonym obecnie i podawanym przez Muzeum danym przeczy film dokumentalny z procesu norymberskiego, który dane mi było obejrzeć w TV francuskiej kilka lat temu, w którym przesłuchiwani zbrodniarze hitlerowscy podają liczbę zamordowanych w obozie w Auschwitz o kilka milionów większą /co najmniej o dwa miliony większą/ niż obecnie robią to historycy Muzeum w Oświęcimiu. Dokument ten oglądałam wraz z mężem we Francji kilka lat temu. Nie jest zrozumiałym aby oskarżeni chcieli się przed Trybunałem - obciążać nieprawdziwymi zeznaniami na własną niekorzyść. Podawana przez niektórych badaczy mocno zaniżona liczba ofiar obozu zagłady w Auschwitz jest również zaprzeczeniem przekazanej mi relacji uczestnika - znanego mojej rodzinie osobiście - polskiego sędziego Sławomira Litwińskiego uczestniczącego w pracach międzynarodowego Trybunału Norymberskiego * ścigającego zbrodnie hitlerowskiego ludobójstwa, zajmującego się weryfikacją danych dotyczących zbrodni i zbrodniarzy. Sędzia ten kwestionował * wyniki badań obecnego Muzeum w Auschwitz jako zaniżające o kilka milionów liczbę osób zamordowanych w obozach hitlerowskich, a szczególnie w Auschwitz.



* (UWAGA ! - wyjaśnienie :
Serdecznie przepraszamy za pomyłkę. Według wyjaśnień Rodziny Pana Sławomira Litwińskiego - Sławomir Litwiński - nie uczestniczył w pracach pomocniczych dla Trybunału Norymberskiego.
Według biografii Sławomira Litwińskiego podanej oficjalnie na Zamku Lubelskim w dniu 17.11.2009 r. - cytujemy: Sławomir Litwiński - "od 1965 r. pracował w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie. Brał udział w procesie w Dusseldorfie, w którym sądzeni byli członkowie załogi obozowej Majdanka, którzy zamordowali około 100.000 więźniów. Od 1980 r. Pan Sławomir Litwiński pełnił funkcję Przewodniczącego Środowiskowego Koła Byłych Więźniów Politycznych Zamku Lubelskiego, gromadził dokumenty..." , "...pod koniec lat 50-tych po odbyciu aplikacji w Sądzie Wojewódzkim w Lublinie otrzymał nominację na sędziego orzekającego i został zatrudniony w Sądzie Powiatowym w Krasnymstawie".
Przepraszamy Rodzinę ś.p. Pana Sławomira Litwińskiego za nie chcianą pomyłkę zaistniałą w naszym prywatnym liście do dyrekcji Muzeum Auschwitz Birkenau, opublikowanym na naszej stronie internetowej)

* (UWAGA ! - wyjaśnienie :
Autor Sławomir Litwiński, będący niegdyś sędzią i osobą pracującą w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie przedstawiał swoje stanowisko w powyższej kwestii w wielogodzinnych rozmowach z nami w kilku spotkaniach, które miały miejsce u nas i odbyły się na jego życzenie)



Ze smutkiem ponadto stwierdzam, że rodzaj zbrodni na Polakach, ilość transportów i więźniów polskich oraz ogólnie ofiar Auschwitz, przeliczane przez ilość transportów i wydajność pieców krematorium, a także - poprzez nadawane numery - ilość ubrań - butów i szczątków - dane przekazywane między więźniami obozu - polskimi więźniami - i przekazywane na zewnątrz informacje i obserwacje więźniów, w tym żołnierzy AK - w tym relacje więźniów Auschwitz z mojej rodziny - nie zgadzają się z obecnie zaniżonymi danymi ofiar Auschwitz podawanymi przez badaczy z Muzeum w Oświęcimiu.
Relacje ustne przekazywane mi przez lata przez znanych mi naocznych świadków zbrodni w Auschwitz - świadków wywodzących się z ZWZ, AK, z przedwojennej "dwójki" - podawały mi liczbę ofiar o wiele większą - zgodną m.in. z zeznaniami zbrodniarzy hitlerowskich w procesie norymberskim, których przesłuchania słyszałam na własne uszy w filmie dokumentalnym z procesu w Norymberdze w telewizji francuskiej.
Relacje naocznych świadków, więźniów Auschwitz, wywiadu AK jak i zeznania hitlerowców w procesie norymberskim dotyczyły ogromnej liczby ofiar Auschwitz, w tym ofiar polskich. Nie budzi zaufania fakt weryfikacji dotychczasowych badań nad ilością ludzi zamordowanych w Auschwitz (oraz rodzajem ich męczeństwa), jak i w innych obozach śmierci, po prawie 70 (siedemdziesięciu) latach od zbrodni, gdzie wiele dokumentów zostało usuniętych i wiele faktów i dokumentów uległo manipulacji, a świadkowie zbrodni i ich oprawcy już - nie żyją.
Gdzie są dokumenty obozowe np. dotyczące eksperymentów na moim dziadku Aleksandrze Szuchu? Czy są w posiadaniu Muzeum w Auschwitz - nie. A przecież na ich podstawie mój dziadek Aleksander Szuch dostał odszkodowanie w latach 60-tych od strony niemieckiej.
Czemu nie bierze się pod uwagę faktu zacierania śladów zbrodni i niszczenia dokumentów zbrodni przez stronę niemiecką pod koniec II wojny światowej? Jak badacze uporali się z tym faktem i dlaczego traktują obecnie istniejące dokumenty jako ostateczne i wiarygodne? Każdy upadający reżim niszczył i zniszczył wiele i to najbardziej go kompromitujących dokumentów zbrodni - zrobili to hitlerowcy, zrobili Rosjanie - ZSRR, PRL, OUN-UPA. Dlaczego obecni badacze ignorują te fakty i nie biorą ich pod uwagę?
Badania przeprowadzane tyle lat po wojnie, kiedy świadkowie już nie żyją, w oparciu o przetrzebione, unicestwione dokumenty i ich brak - nie czynią badań i ich wyników wiarygodnymi.
Wiadomo, że nowo weryfikowane dane, kiedy świadków zbrodni nie ma już na tej ziemi, najłatwiej jest zbrodniarzom i ich "dziedzicom" zmanipulować i podesłać do opracowania nowym ekipom historycznym, które nie przeżyły okrucieństw i rzeczywistości wojny. A przecież były te dokumenty w posiadaniu różnych ośrodków, instytucji i państw, były przez lata czyszczone i manipulowane, czekały na nowe opracowania, które oczyszczą zbrodniarzy z potworności i rozmiaru ich zbrodni. Dlaczego czekano z weryfikacją danych dotyczących ludobójstwa aż wymrze całe niemal pokolenie wojenne ojców i dziadków aż wymrą świadkowie tych potwornych zbrodni?
Podobno nowe osoby przybyłe do obozu dostawały ponownie numery po osobach, które przestały istnieć. Mój dziadek po wykonaniu wraz z więźniami wyroku na zbrodniczym kapo aby ratować swoje życie egzystował podobno pod numerem więźnia, który został w obozie zamordowany, tak robiło wielu.
Również niedobrze, że w nowej Polsce zmieniła się informacja o potwornościach obozu na informację oczyszczoną z okrutnej prawdy obozowej. Miałam okazję się zetknąć z przekłamaniami spowodowanymi inną oprawą informacyjną obozu zagłady w Auschwitz w obecnej nowej Polsce. Ponownie kilka lat temu, po wielu latach przerwy, oglądałam film dokumentalny o zbrodniach w Auschwitz, pokazywany zwiedzającym podczas zwiedzania obozu. Był on pozbawiony wielu drastycznych scen i faktów, które dane mi było oglądać wiele lat temu podczas zwiedzania Auschwitz i które zrobiły na mnie wstrząsające wrażenie. Film, który widziałam kilka lat temu przy zwiedzaniu obozu w Auschwitz uczłowieczał hitlerowców i zacierał prawdziwy obraz obozu zagłady w Auschwitz. Dlaczego tak się dzieje, czy w imię poprawności stosunków międzynarodowych?
Inne przykłady manipulacji historią to Mauthausen - obóz śmierci. Na części terytorium obozu stoi w tej chwili śliczne austriackie miasteczko - wiadomo w jaki sposób ten fakt zniekształca historię obozu w Mauthausen i obraz II wojny światowej.
Kolejną manipulacją zbrodnią jest przykład obozu w Oberlangen. Był to obóz jeniecki dla kobiet, dzieci i dzidziusiów z Powstania Warszawskiego - obóz utworzony ponownie na śladach wymordowanych tam bestialsko Rosjan, wpisany w rejestr obozów koncentracyjnych. Był przeznaczony do zatopienia wraz z więźniami przez otwarcie śluzy wodnej, przed czym uchronił jeńców-więźniarki Koszutski od gen. Maczka wraz ze swoim oddziałem - wyzwalając obóz. W przepięknej i przebogatej miejscowości Oberlangen nie można znaleźć śladu po obozie, mieszkańcy się nie orientują, że w ogóle coś takiego było w ich okolicy - zgłaszane przez nas stronie polskiej - bez odzewu.

Inne przykłady tworzenia historycznych przekłamań to zakłamywanie obecnie jak i w czasach PRL - bezmiaru i okrucieństwa zbrodni ludobójstwa na Polakach na Kresach Polskich i w innych regionach Polski z rąk OUN-UPA. Nie tylko, że usiłuje się zaniżyć drastycznie ilość ofiar polskich i zrównać w sposób skandaliczny ze znikomą ilością ofiar ukraińskich, ale i nie podaje się barbarzyństwa tych zbrodni popełnionych na bezbronnej ludności cywilnej - starcach, kobietach, dzieciach, niemowlętach. Usiłuje się zakłamać, że OUN-UPA nie było formacją zbrodniczą, że nie współpracowało z Hitlerem, a jego członkowie nie zdradzili państwa polskiego, którego byli obywatelami. Nie podaje się prawdy a przez to buduje się kłamstwo, że nie było zbrodni ukraińskich na ludności Warszawy i powstańcach w okresie Powstania Warszawskiego 1944 r.. Jest wiele spisanych faktów i ustnie przekazywanych relacji - w tym m.in. powstańców, mieszkańców Warszawy - ludzi znających Kresy i język ukraiński - o zbrodniczym udziale w zagładzie Warszawy w okresie Powstania Warszawskiego 1944 ukraińskich oddziałów w formacjach hitlerowskich, o makabrycznych zbrodniach Ukraińców w służbie Hitlera na ludności Warszawy. Usiłuje się zmanipulować fakt, że oprócz oddziałów innych narodowości biorących udział w zagładzie Warszawy, brały w niej udział w potworny sposób formacje ukraińskie. Znałam bardzo dobrze osobiście bohaterów, którzy dostali Virtuti Militari, za uratowanie kamienicy warszawskiej od potwornej rzezi ukraińskiej. Znałam ludzi, którzy wykonywali wyroki na tych zbrodniarzach ukraińskich w czasie Powstania. Co podają współcześni historycy i co się podaje na tablicach Warszawy - nieprawdę - poprzednio z powodu podległości Polski - ZSRR, a obecnie z powodu obecnego układu politycznego obowiązującego nas do przyjaźni na gruncie zakłamania zbrodni tzw. "przyjaciół" na narodzie polskim.
Przykładem jak można źle prowadzić kwerendy historyczne - co z przykrością stwierdzam, jest fakt, że - za poprzedniej dyrekcji IPN - Instytut przez wiele lat twierdził, że nie ma śladów prześladowania mojego dziadka - Aleksandra Szucha, nie ma śladów prześladowania mnie i mojego męża, mojej rodziny itp. Nie wykazywały tego kolejne kwerendy. Powyższe dokumenty znaleźliśmy w IPN sami, pomogła nam częściowo Lista Wildsteina. Mamy statusy pokrzywdzenia z IPN. Mamy też odnalezione dokumenty potwierdzające relacje, podważane poprzednio przez urzędowe czynniki, a przekazywane nam wraz z nazwiskami przez prześladowanych członków naszej rodziny, jak i znaleźliśmy ślad NWKD-owskich prześladowań wobec mojej rodziny. Zanalizowaliśmy niektóre fakty usuwania dokumentacji z zasobów, pozwala to na stwierdzenie, że usuwano najważniejsze obciążające zbrodniarzy stalinowskich fakty i teczki przez szereg lat, w tym przy przygotowywaniu przewrotu lat 80-tych i tuż po nim. Jeżeli tyle można było zrobić w zakresie manipulacji dokumentami w Polsce to ile mogła zrobić strona hitlerowska vis a vis swojej przegranej jak i w okresie kilkudziesięciu lat współpracy z państwami Układu w ramach obozu socjalistycznego.
Jak można usuwać ślady zbrodni z przeszłości niech świadczy fakt, że nie możemy nadal w archiwach IPN ani w innych archiwach znaleźć dokumentów dotyczących wielu osób, zbrodni politycznych i spraw, o których wiemy, że zostały popełnione.
To co pozostało z dokumentów i jest dostępne w archiwach IPN i w innych miejscach jest dowodem na to jak można unicestwiać ślady zbrodni na Polakach i jak dalece reżimy mają wpływ na manipulację dokumentami i unicestwianie śladów dokonanych przez nie zbrodni. To samo dotyczy reżimu hitlerowskiego, tak więc opieranie się przez współczesnych historyków na obecnie udostępnianych i zachowanych do naszych czasów, przetrzebionych przez reżimy - dokumentach dotyczących m.in. obozów zagłady takich jak Auschwitz, liczenie na nowo na podstawie okrojonych zdziesiątkowanych dokumentów liczby ofiar Auschwitz czy innych obozów śmierci, kiedy rzecz wygasa w pamięci współczesnych - stwarzają możliwość uwiarygodnienia w obecnych czasach pomniejszonej zbrodni zbrodniarzy wojennych, której ogrom (zbrodni hitlerowskich), dotychczas w świadomości narodów, był niepodważalny i nie wymazany. Badania prowadzone w tyle lat po wojnie, kiedy umarli świadkowie zbrodni, a dokumenty są zdziesiątkowane - są dla mnie niewiarygodne i naganne.
Jeżeli Rosjanie - NKWD radzieckie, ukraińskie, białoruskie potrafiło zgładzić w ciągu niewielu, bo ponad 40-tu dni, ok. 22000 polskich oficerów i elity polskiej to czy nie wyglądają nie przekonywująco wyniki współczesnych badań niektórych badaczy z Muzeum w Auschwitz, z których wynika, że machina śmierci jaką był obóz zagłady przez kilka lat swojego działania i mordowania na różne sposoby obywateli wielu państw i mająca obliczony w przeszłości przerób ofiar - nagle okazała się niewydolna, a obecne wyniki badań badaczy z Muzeum zdają się zaprzeczać intencji stworzenia obozu zagłady, faktom, relacjom, dokumentom z przeszłości, zeznaniom świadków? W nowych badaniach Muzeum usiłuje się podważyć dotychczasowe 60-letnie badania oparte na relacjach i dokumentach dostępnych tuż po II wojnie światowej i będących wynikiem zeznań świadków, wówczas dostępnych dokumentów i procesów dotyczących zbrodni wojennych. W badaniach obecnych usiłuje się udowodnić, że o obozie zagłady takim jak Auschwitz, skonstruowanym tylko po to aby mordować obywateli narodowości polskiej, żydowskiej, cygańskiej i in. - zamordowano przez kilka lat działania zmasowanej machiny śmierci - zaledwie kilkadziesiąt tysięcy Polaków i o 2.000.000 obywateli mniej niż wynikało to z badań powojennych i z relacji samych zbrodniarzy składanych przez nich w procesie norymberskim?
Następny przykład jak można zmieniać historię to przykład źle zrobionej kwerendy przeprowadzonej przez niestety Oddział Lubelski Instytut Pamięci Narodowej. W wyniku tejże kwerendy przekazano do Oddziału Warszawskiego IPN informację z Oddziału Lubelskiego IPN, że mój ojciec Henryk Lewtak nie był więźniem Zamku Lubelskiego, podczas kiedy ojciec mój figuruje w dwóch publikacjach dotyczących spisu więźniów Zamku Lubelskiego, należał do stowarzyszenia byłych więźniów, był prawie pół roku więziony i katowany na Zamku Lubelskim. Ojciec miał 30 lat nie gojące się rany po torturach na Zamku Lubelskim, z którego podejmował ucieczkę. Tak to właśnie wyglądają czasem współczesne badania historyczne niektórych zawodowych historyków. Przy tym należy pamiętać, że mój ojciec był emigrantem zwalczanym przez PRL, umarł w niejasnych okolicznościach w 1984 r. w Brukseli i mimo, że był przez lata chlubą szkoły Liceum Czartoryskich w Puławach (jak i jego brat i siostra) - jest obecnie pomijany (jak i całe jego bohaterskie rodzeństwo i rodzice) we wszystkich opracowaniach tejże szkoły dotyczących jej absolwentów. Przy konstruowaniu ok. 2000 r. filmu dokumentalnego o moim stryju Józefie Lewtaku i jego rodzinie - zapowiedziała się do nas ekipa telewizji lubelskiej. Ktoś władny - nie pozwolił im do nas do Warszawy dojechać, w związku z czym powstał film o mojej rodzinie pozbawiony najważniejszych relacji naocznych świadków zbrodni na rodzinie Józefa Lewtaka, świadków z mojej rodziny, jeszcze wówczas żyjących, w związku z czym w filmie powstały nieprawdy oparte na relacjach ludzi, którzy świadkami zbrodni nie byli.
Tak wygląda czasem w obecnej Polsce weryfikacja prawdy historycznej. Kolejny przykład manipulacji wiedzą historyczną w obecnych czasach to fakt, że wielokrotnie podawałam w różnych pismach, w tym do TV polskiej, że olimpijczyk Janusz Kusociński należał razem z moimi dziadkami (których był sąsiadem) do OW "Wilki". Fakt ten następnie zweryfikowałam w dokumentach IPN. Na próżno. We wszystkich publikacjach od lat zataja się fakt i nie chce się go podawać, do jakiej organizacji należał Janusz Kusociński. Zasmucający jest również fakt podawania nieprawdy o obozie zagłady na terenie Warszawy KL Warschau. Czemu służyło oddanie części czy też całości dokumentów tego obozu stronie niemieckiej, zniszczenie dokumentów jeszcze istniejących, zniszczenie dowodów istnienia konstrukcji obozu, pieców duszenia gazem? Znałam osobiście świadka z bat. "Parasol", który bywał przy tunelu Bema w Warszawie i miał z grupą łączniczek/sanitariuszek zająć się transportem dzieci z Zamojszczyzny. Transport wjechał do tunelu Bema. Łączniczki całą noc czekały na dzieci, które wjechały do tunelu. Słychać było straszne krzyki. Z tunelu, transport, o ile dobrze pamiętam - pociąg - wyjechał pusty, bez dzieci. Świadek twierdził, że dzieci zostały zagazowane w tunelu Bema, który należał do obozu KL Warschau.
Pomijanie relacji świadków, niszczenie dokumentów służy do konstrukcji nowej, nieprawdziwej, zmanipulowanej wersji historii.
Następne przykłady tworzenia historii na nowo - ok. 2002 r. prof. T.Strzembosz wezwał obywateli do dostarczania znanych im relacji o ratowaniu Żydów. Dostarczyłam profesorowi relację o ratowaniu Żydów przez moją rodzinę. Prof. Strzembosz zaakceptował ją do druku. Po jego śmierci kontynuatorzy pracy pana profesora zapewniali mnie, że pozycja ta - zbiorcze wydanie zaakceptowanych relacji - wkrótce się ukaże. Zbierali podpisy, w tym mój, na zgodę na druk. Potem moja relacja zaginęła, potem przesłałam ją ponownie, potem znowu nastąpiły kolejne trudności, po czym po 7 (siedmiu) latach oczekiwania sama wydałam drukiem w niewielkim nakładzie relację o ratowaniu przez moją rodzinę Żydów. Podczas badania tematu natrafiliśmy na ślad wskazujący, że jedna z uratowanych osób była najprawdopodobniej współpracownikiem służb sowieckich lub polskich.
Książkę powyższą przekazałam Panu Cywińskiemu Dyrektorowi Muzeum w Auschwitz po konferencji na Zamku Lubelskim w dniu 28.10.2009 r..
Następny fakt powodujący zwątpienie co do niektórych a nawet wielu opracowań historycznych robionych w obecnej rzeczywistości polskiej to ten, że ok. 2005 r. po 65 latach odnaleźliśmy przez zupełny przypadek w Polsce w Ossolineum, złożone do Ossolineum Lwowskiego - pod zarządem, okupacją i terrorem sowieckim - jako depozyt nie wiadomo w jakich okolicznościach i nie osobiście, najprawdopodobniej pod przymusem lub uzyskane podstępem - zaginione pamiętniki (kilkaset, prawie 800 stron) ppłk Karola Baczyńskiego znanego obrońcy Lwowa i działacza niepodległościowego, pradziadka mojego męża Janusza Baczyńskiego. Przejęcie pamiętników ppłk Karola Baczyńskiego przez Ossolineum we Lwowie nastąpiło w okresie aresztowania i zamordowania przez NKWD ppłk Karola Baczyńskiego i wywiezienia na wschód jego rodziny. Na podstawie tych pamiętników UB/SB spokojnie przez lata mogło rozpracowywać naszą rodzinę i jej przyjaciół. Korzystały z tych pamiętników różne osoby, w tym historycy, tylko nas nie powiadomiono, że "dobytek" naszego zamordowanego pradziadka znajduje się w Polsce i m.in. służy do eliminowania nas z życia publicznego w latach 80-tych. Piszący książki na podstawie m.in. pamiętników ppłk Karola Baczyńskiego, jeden z autorów z KULu, chcąc wykorzystać do publikacji nasze zdjęcia rodzinne z ppłk Karolem Baczyńskim - nie chciał podać źródła pochodzenia naszego zdjęcia rodzinnego - że jest z naszych zbiorów ani stosownego wyjaśnienia, od którego uzależniliśmy udostępnienie zdjęcia w jego publikacji. Oprotestowaliśmy więc zamieszczenie naszego prywatnego zdjęcia w książce owego autora i nie ukazało się ono w książce gdyż nie lubimy zakłamania i manipulacji historią. Po napisaniu oświadczenia do Ossolineum w Polsce przez wnuka ppłk Karola Baczyńskiego, że powyższych pamiętników jego dziadek ppłk Karol Baczyński nie mógł przekazać dobrowolnie do Ossolineum Lwowskiego w okresie okupacji sowieckiej i po naszej wypowiedzi na ten temat na sesji katyńskiej w Zamku Królewskim w Warszawie, wnuk ppłk Karola Baczyńskiego - Tadeusz Baczyński umarł przez błąd lekarski w jednym ze szpitali w Warszawie. Proces w tej sprawie, w naszym odczuciu - był farsą. W ten sposób zabrakło najważniejszego świadka w sprawie pamiętników ppłk Karola Baczyńskiego - obrońcy Lwowa i działacza niepodległościowego - jego wnuka - Tadeusza Baczyńskiego (ojca mojego męża Janusza Baczyńskiego), który przedarł się w czasie okupacji sowieckiej do Lwowa chcąc odszukać dziadka i zastał w jego mieszkaniu NKWD. Historię więc w ten sposób znowu można pisać na nowo.
Spójrzmy także na teraźniejsze procesy sądowe o uznanie za zmarłe ofiar z list katyńskich. Oprócz przeciągania ponad miarę wieloletnich procedur przez sądy polskie, utrudniania, braku prawa państwowego regulującego uznanie za zmarłe ofiar hitlerowskich obozów zagłady i ofiar z list katyńskich - zapadają wyroki sądowe wbrew wnioskom rodziny i istniejącym dokumentom - określające śmierć ofiar katyńskich poza terminami egzekucji katyńskich.
Jakie to ma znaczenie dla potomnych i dla późniejszego dokumentowania zbrodni katyńskiej - wielkie - nie trzeba chyba tłumaczyć, że już za kilka lat na podstawie w tak przekłamany sposób tworzonych dokumentów można będzie zaprzeczyć istnieniu zbrodni katyńskiej jak i ilości jej ofiar.
Te same zabiegi miały miejsce przez kilkadziesiąt lat w przypadku innych zbrodni na narodzie polskim - hitlerowskich, ukraińskich, stalinowskich.
Inny przykład jak można zmieniać tworzącą się na naszych oczach historię współczesną to m.in. fakt, że moim własnym pomysłem od wielu lat było ustanowienie Święta Narodowego Powstania Warszawskiego 1944 r. w dniu 01 sierpnia (skrót tytułu święta). Od 9 (dziewięciu) lat zbierałam z moją rodziną, w tym z moją Mamą Teresą Lewtak-Stattler z d. Szuch z bat. "Parasol" i z bat. "Żubr" - inwalidką wojenną unieruchomioną w łóżku i w fotelu inwalidzkim, podpisy na rzecz powyższego święta na Powązkach Wojskowych. Przez 9 (dziewięć) lat wysłałam, w tym ponownie w połowie lipca 2009 r., kilkaset listów do posłów, marszałków, prezydentów, dygnitarzy itp., byłam też osobiście na wielu rozmowach w sprawie Święta Narodowego Powstania Warszawskiego. Zebrałam, przy robieniu mi wielu utrudnień - kilka tysięcy podpisów na rzecz święta. Była pełna blokada medialna naszej akcji. Tylko trzech dziennikarzy, po kilku latach, z niej się wyłamało. Dostałam również nagrodę na międzynarodowym festiwalu polonijnym za tę inicjatywę jak i za stronę internetową o Powstaniu Warszawskim. Teraz utworzono Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego... Czy ktoś słyszał o naszej akcji i jej wpływie na uhonorowanie Powstania Warszawskiego w naszym kraju? Sądzę, że nie. Na kilkaset listów do najważniejszych osób w naszym państwie dostałam pięć, może sześć odpowiedzi. Tak się u nas tworzy przekłamaną, zmanipulowaną historię.

Spójrzmy na kolejne przekłamania historyczne - zobaczmy co się w chwili obecnej podaje na świecie o rozszyfrowaniu Sekretu Enigmy przez Polaków, co podaje się o Polskiej Brygadzie Spadochronowej, co pisze się o walkach żołnierzy polskich pod Monte Cassino, co podaje się o polskich lotnikach walczących o Anglię, jak się opisuje udział Polski w II wojnie światowej, co się pisze o Powstaniu Warszawskim, Katyniu, zbrodniach radzieckich, niemieckich hitlerowskich obozach zagłady na terenie Polski, o ratowaniu Żydów przez Polaków, co jako jedyny kraj i to najbardziej zagrożony zagładą w czasie II wojny światowej, z terrorem i eksterminacją wobec nas - nie spotykanymi w innych krajach, czyniliśmy na wielką skalę - to już będziemy mieli pełny wymiar kłamstw obecnie podawanej nam historii. Zaczyna się również zmniejszać w kolejnych opracowaniach - kiedy brakuje już świadków i dokumentów - ilość Polaków deportowanych przez Rosjan na wschód. Przekwalifikowuje się również narodowość ludzi zamordowanych nawet jeżeli byli Polakami lub czuli się Polakami. Sama znalazłam w tym zakresie kłamstwa w dokumentach dotyczące bliskich lub znanych mi osób.
Tak się tworzy nowy obraz odpowiednio umniejszony historii i martyrologii polskiej. A miliony brakujących po wojnie Polaków - po prostu wyparowały, rozpłynęły się we mgle. Mój ojciec Henryk Lewtak wymieniany w Państwa Księdze Pamięci był w klasie z żoną brata stryjecznego Krzysztofa Kamila Baczyńskiego (kuzyna mojego męża). Pani ta, trzymająca we wdzięcznej pamięci mojego ojca Henryka Lewtaka, po wojnie nauczycielka tejże szkoły, zachęciła mnie do przesłania wspomnień o moim ojcu i o osobach z mojej rodziny uczących się w Liceum Czartoryskich w Puławach do Liceum Czartoryskich - do jubileuszowego wydania szkolnego. Działo się to kilka lat temu. Liceum, kilka lat temu, wydaje się, było pod kierownictwem osób pochodzących m.in. z Pożoga - gdzie miejscowi konfidenci zadenuncjowali na gestapo moją rodzinę. Wspomnienia o ojcu i jego rodzeństwie - wybitnych i bohaterskich uczniach Liceum Czartoryskich w Puławach zostały odrzucone przez szkołę - w obecnych czasach w "nowej, wolnej Polsce" - z publikacji w jubileuszowym wydaniu szkolnym.
Tak się obecnie tworzy w Polsce nową historię z nowymi białymi plamami.
Można się tylko domyślać, że skoro, jak się wydaje, tyle dawnych elit stalinowskich ma tak szerokie wpływy obecnie w naszym kraju to zapewne chlubą szkoły Liceum Czartoryskich w Puławach została uczennica ucząca się w tejże szkole w tym samym okresie co moja rodzina, która to po wojnie została najbliższą współpracownicą kata Polaków - Różańskiego!!! i Humera!!! i która zapewne donosiła na moją rodzinę prześladowaną w czasach stalinowskich.
Te same zabiegi miały miejsce przez kilkadziesiąt lat w przypadku innych zbrodni na narodzie polskim - hitlerowskich, ukraińskich, stalinowskich;
Mój dziadek Aleksander Szuch - więzień Auschwitz był więziony na Pawiaku, przetrzymywany w "tramwaju" na Szucha, a potem po wojnie więziony w czasach stalinowskich - gdzie się podziała ta dokumentacja?
Jeżeli powyższe dokumenty zostały usunięte to mamy akceptować ten fakt, pominąć relacje świadków i poszkodowanych i zmieniać historię? Czy podobnie ma być w przypadku obozu Auschwitz?
Jeżeli nie ma dokumentacji dotyczącej narodowości osób, które zamordowały i dręczyły gen. Nila Fieldorfa, ale jest świadectwo jego bliskich i nie ma dokumentów osób i ich narodowości, które zadręczyły moją rodzinę, ale jest świadectwo bliskich i świadków - to czy znaczy to, że tych potworności i zbrodni wobec powyższych osób nie było?
Po prostu czekano aby świadkowie tych wydarzeń wymarli - w ten sposób nie ma problemu - można od nowa pisać historię dotyczącą zbrodni stalinowskich, radzieckich, niemieckich. Na szczęście, wbrew nieuczciwym kwerendystom, którzy zaprzeczali w poprzednich latach faktom oczywistym, przez przypadek znaleźliśmy część niektórych dokumentów dotyczących prześladowania mojego dziadka Aleksandra Szucha w czasach stalinowskich. Były one mocno przetrzebione, uszczuplone, zdziesiątkowane i podpięte przez tzw. "przypadek lub pomyłkę" do akt innych członków rodziny.
Na marginesie pragnę dodać, że obecny IPN bardzo nam pomaga w naszej pracy historycznej.
Inne przykłady nierzetelności historycznej. W obecnych czasach zdarzają się historycy na Lubelszczyźnie, których relacje uwzględniło Muzeum Auschwitz w swoich publikacjach, którzy po prawie 70-ciu latach usiłują opisywać działalność organizacji ZWZ AK, kiedy już nie żyją świadkowie, i oceniać organizacje partyzanckie ZWZ AK i zniesławiać je a nawet winić za zemstę ze strony hitlerowców na cywilnej ludności. Za zamach na kata Warszawy - Kutscherę rozstrzelano 300 osób. Czy na tej podstawie ocenia się działalność AK na terenie Warszawy? Czy gdyby nie było akcji partyzanckich to nie byłoby wysiedleń z Zamojszczyzny i mordów na Polakach i nie eksterminowano by dalej narodu polskiego?
A na marginesie warto zauważyć, że zamach na Kutscherę, jak napisał dowódca bat. "Parasol" we wstępie do wielkiej dokumentacyjnej działalność batalionu księgi p.t. "Parasol" autorstwa Piotra Stachiewicza, przyjaciela naszej rodziny - nie był ani głównym ani najważniejszym ani najtrudniejszym z zamachów AK i "AGAT- PEGAZ-Parasol", chociaż był zamachem dramatycznym , w którym zginęło wielu wspaniałych patriotów i jestem z pełnym szacunkiem dla tej akcji i jej bohaterów. Dlaczego więc w obecnych czasach pisze się tylko o tym zamachu, nagłaśnia i uwiecznia monumentami tylko niektórych i to żyjących jego uczestników ? Dlaczego w wielu organizacjach odsunięto i zapomniano wielu cichych i wspaniałych bohaterów i znajdują się oni poza kierownictwem tych organizacji?
W większości filmów i dokumentów świadomie pomija się wiele nazwisk z polskiej historii przedwojennej i wojennej, usuwa się prawdziwe otoczenie znanych dowódców, tworzy się na jego miejscu inne, sztuczne - niezupełnie prawdziwe.
Tak się właśnie tworzy nową zniekształconą historię.
Myślę, że dla rzetelnego historyka podane przeze mnie powyżej przykłady i fakty będą chociaż źródłem choćby refleksji służących do zachowania dystansu w interpretacji pozostałych w zasięgu historyków i badaczy w obecnych czasach dokumentów i udostępnianej im w obecnych czasach, po wielu zmianach politycznych, zmianach ekip i przewrotach - dokumentacji. Dokumenty, dokumentacja obecnie udostępniane badaczom są zdziesiątkowane. Historyk powinien być tego świadom, a szczególnie kiedy dokumentacja pozostawiona badaczowi do dyspozycji dotyczy historii i martyrologii obecnie słabego, a kiedyś wielkiego, eksterminowanego i podbitego przez dziesięciolecia państwa polskiego oraz historii zbrodni hitlerowskiej na Polakach i innych nacjach, zbrodni sowieckiej i ukraińskiej na Polakach - kiedy autorstwo tych zbrodni dotyczy państw, które wiodą obecnie prym na świecie i mają wpływ na wszystko co się wokół nas dzieje, a splamiły się kiedyś ohydnymi i odrażającymi zbrodniami.
Mam nadzieję, że ta refleksja/refleksje wpłyną na wnikliwość interpretowania pozostałych w obiegu, po kilkudziesięciu latach od zakończenia wojny, dokumentów i na traktowanie ich z rozwagą, z dobrze rozumianym dystansem, z powagą, mądrością i intuicją naukową oraz z braniem pod uwagę, że dokumenty które pozostawiono badaczom, historykom do dyspozycji po kilkudziesięciu latach od wybuchu i zakończenia II wojny światowej są fragmentem zaledwie dokumentacji i świadectw zbrodni, które kiedyś istniały i które udostępnił mu zbrodniarz chcąc zatuszować swoje zbrodnie i wycofując się z okupowanych ziem są to dokumenty - minimum, które życzyli sobie zostawić lub ujawnić przyszłym badaczom historii - potężni i dobrze nadal prosperujący zbrodniarze.



Z poważaniem

Bogna Lewtak-Baczyńska.


P.S. Dokumenty wielu zbrodni hitlerowskich znalazły się bezpośrednio po zajęciu terenu przez armię sowiecką - w rękach sowieckich. Dokumenty na temat zbrodni hitlerowskich były w pośpiechu ale i systematycznie niszczone przez stronę niemiecką w obliczu upadku armii hitlerowskiej i po nim. Dokumenty będące w posiadaniu innych państw również ulegały przez lata przetworzeniu i uszczupleniu, czego dowodem są obecnie przekazywane w publikacjach i w mediach zagranicznych szokujące dla Polaków i nieprawdziwe wiadomości dotyczące kampanii wrześniowej, ataku na Polskę w 1939 r. ze strony hitlerowskiej i sowieckiej, udziału armii polskiej w walkach aliantów w II wojnie światowej, w tym w obronie powietrznej Londynu.
Powoływanie się przez różnych badaczy na fakt opierania się przez nich, na ogół po wielu latach po II wojnie światowej, na źródłach archiwalnych innych państw, nie rozwiewa żadnych wątpliwości w powyższych spornych kwestiach np. o ilość ofiar Auschwitz, o ilość ofiar polskich w Auschwitz, o rodzaj i rozmiar zbrodni hitlerowskiej na narodach europejskich. Na bieżąco w życiu codziennym, każdego dnia, dane jest nam spotykać się z manipulacjami archiwalnymi różnych instytucji, ze złymi kwerendami a wreszcie z unicestwianiem i ginięciem istotnych dla historii Polski i wydarzeń historycznych - dokumentów.
Autorzy "Księgi Pamięci Transportów Polaków do KL Auschwitz i z innych miejscowości Lubelszczyzny 1940-1944" powołują się w swych opracowaniach m.in. na autorów, w których opracowaniach można znaleźć wiele błędów, nieścisłości i przemilczeń. Do takich opracowań można zaliczyć również książkę napisaną pod red. Z.Mańkowskiego "Hitlerowskie więzienie na Zamku w Lublinie 1939-1944". Śledząc wiele książek zajmujących się historią w naszym kraju należy także stwierdzić, sytuacja ta trwa do chwili obecnej, że zależnie od okresu, w którym ukazuje dana publikacja, za każdym razem można znaleźć w jej kolejnych wydaniach - informacje i nazwiska, które są zależnie od okresu wydania książki - wycinane lub dodane, np. pojawiają się nazwiska zmienione lub zniekształcone, pozbawione faktów i opisów, znanych z wielu innych dokumentów, przy np. cytowaniu grypsów, pomija się nazwiska osób, które je badaczom przekazały i pomija się informację, nieraz bardzo istotną, do kogo one były pisane i w jakich okolicznościach. Wszystkie te fakty mają znaczenie przy spisywaniu prawdziwej historii danej populacji.
Można jeszcze dodać na zakończenie, że w obliczu od wielu lat trwających ogromnych manipulacji dotyczących tworzącej się na naszych oczach historii, której my - całe pokolenia polskie i nasze rodziny - byliśmy naocznymi świadkami i ofiarami - zwątpiliśmy jako naród w autorytety badawcze wielu osób, państw i instytucji.



Do góry



Copyright © 2009 Well Art       All rights reserved ! ®